Ściągnij filmy     O co chodzi?     Wystartowaliśmy
Joanna Rajkowska

Tematy

Zamknij
X
To jest wewnętrzny paradoks, dlatego że z jednej strony każdy powinien mieć prawo do tego, żeby sobie zrobić zdjęcie pod palmą czy po prostu zrobić zdjęcie temu projektowi, ale z drugiej strony bardzo mnie boli, jeżeli fotografowie sprzedają zdjęcia tego projektu i czerpią z tego osobiście zyski.

Ja sobie wyobrażam, że tego typu projekt jest wypowiedzią publiczną, nie jest tylko i wyłącznie budynkiem, tak? Nie ma tylko i wyłącznie funkcji użytkowej.

Powinien być obwarowany, takim, tego rodzaju prawem, że wszystkie zyski z jakichkolwiek działań artystycznych czy też działań komercyjnych, w których palma uczestniczy powinny być obciążone podatkiem i to wielkim, pięćdziesięcioprocentowym podatkiem, że 50% idzie na konto palmy, na konto utrzymania projektu.

I wtedy ten projekt po prostu żyje.

Moim zamierzeniem było w jakimś sensie oddanie, sprzedaż palmy jako projektu, który jest zadbany i wszystko jest w ogóle okej miastu, po to, żeby miasto, jako reprezentacja wspólnoty... miasta, mieszkańców tego miasta.

Miała pełne prawa autorskie do tego i mogła to wykorzystywać i żeby się stała to, co ma miejsce i tak czyli to, że palma jest dobrem publicznym, żeby zostało w jakimś sensie zalegalizowane, udokumentowane, żeby nastąpił ten gest przekazania tego projektu miastu.

Katastrofa palmy polega na tym, ze ja w tej chwili będę musiała to absolutnie sprywatyzować. Sprywatyzować wizerunek, już zaczęłam różnego rodzaju kroki, żeby przynajmniej zarejestrować znaki towarowe.

Więc doszło do czegoś, przed czym się broniłam przez 10 lat i będziemy teraz produkować różnego rodzaju rzeczy - gadżety, suweniry po to, żeby móc utrzymać ten projekt.

Dlatego, że nie ma innej drogi - za mniej-więcej 5-7 lat palma skończy swoje życie techniczne. Miasto zrobiło ekspertyzę w zeszłym roku w momencie, kiedy jeszcze były szanse na to, że miasto ten projekt przejmie. Więc ona ma jeszcze siedem lat. Po siedmiu latach będziemy musieli jej wszystko wymienić, będziemy musieli mieć ok. 200 tys. złotych.

Żeby zrobić te 200 tysięcy ja nie jestem w stanie zrobić jakiegoś fundraisingu, po prostu muszę sprzedać ileśtam suwenirów, żeby palma miała konto, żeby móc dalej ją utrzymywać.

Ja teraz przeszłam na drugi biegun, będę ścigać miasto za to, że będzie używało palmy i będę na tym również robić pieniądze, przynajmniej taki jest plan, po to, żeby móc utrzymać projekt jako dobro publiczne.

Ja nie jestem człowiekiem, który ma produkować suweniry, tak? Ale będę musiała to robić. W jakimś sensie zabieram wam tę palmę po to, żeby ona mogła tam być. Jest to absolutnie piramidalna, absurdalna konstrukcja.

Ale to robimy dlatego, ja to robię dlatego, że miasto odwróciło się dupą do tego projektu i nie mam wyjścia.

I tak naprawdę palma, która powinna być copyleft, wiesz, public domain... To wszystko tak, jak powinno być jest niemożliwe z racji tego, że jako projekt publiczny jest to po prostu monstrum, które ssie kasę, raz na parę lat trzeba tam władować 150 tysięcy, po to, żeby wszystko tam dobrze wyglądało, żeby było bezpieczne, żeby nikogo nie zabiło przewracając się na jezdnię, na samochód, na pieszych.

Palma mnie wychowała, więc ja już wiedziałam po roku mniej-więcej, jakie będą nastepne lata.

Wiedziałem, że ona i tak jest niezależna ode mnie, obojętne co ja powiem, to zostanie w jakimś sensie zatarte przez ludzkie wypowiedzi, które się na to nałożą i które się okażą bardziej istotne i bardziej palące niż to, co ja mam do powiedzenia.

Więc pierwotny komentarz, jakaś podróż, jakiż Izrael, jakaś druga intifada, jakie to w ogóle ma teraz znaczenie?

Po tym, że jak w 2011 roku kufija zawisła na palmie z powodu wiosny ludów w krajach arabskich czy wizyty polskiego rządu w Jerozolimie wtedy, bo to był bezpośredni powód dla powieszenia kufiji.

Więc to... Te wszystkie rzeczy... Czy też piłki, tak? W tym roku i Euro2012, to jest dużo bardziej istotne i to się widzi, w momencie, w którym się myśli o projekcie, a nie to, co było w roku 2002.

To jest bardzo dziwny przypadek, dlatego że palma, która istnieje w przestrzeni publicznej tak naprawdę otwiera pole do wszelkich nadużyć. Po Euro doszłam do wniosku jednego - nigdy w życiu nie sprzedam tego miastu, ponieważ władze tego miasta nie dojrzały do tego projektu.

Jeżeli są zdolne umieścić piłkę futbolową obok palmy, to znaczy, że są zdolne do wszystkiego. To oznacza, że ci ludzie tam kompletnie nie mają mózgów no, nie mają wizji, nie rozumieją tego więc jak najdalej.

Wszystkich nas to miasto nauczyło być tak twardymi, jak to tylko jest możliwe. To znaczy... Po prostu trzeba zacisnąć zęby i się nie dać, to jest jedyny sposób. Ja nie chcę mieć więcej do czynienia z władzami tego miasta takimi jakie one są - bezradnymi, bez wizji, bez tego fundamentalnego zrozumienia czym jest przestrzeń publiczna, czym jest przestrzeń wspólna, komu służy, kto ma o niej decydować?

Jaka w ogóle jest, wiesz, wizja tego miasta? Jaka będzie jego przyszłość? Kto tu przyjedzie, kto stąd wyjedzie? Nie ma takich ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za przestrzeń miejską i nie ma takich ludzi, którzy rozumieją, że artyści powinni w tym odgrywać kluczową rolę nie politycy i urbaniści, a artyści, bo to oni mają wizję.

Urbaniści tylko wyrysowują proste kreski na ulicach, nic więcej. I biorą pod uwagę to, co... O czym piszą socjologowie, o czym marzą artyści itd. To my jesteśmy wizjonerami.
Joanna
Rajkowska
zobacz wywiad
pobierz wideo

Więcej wywiadów (o czym?)