Ściągnij filmy     O co chodzi?     Wystartowaliśmy
Zygmunt Bauman

Tematy

Zamknij
X
Jest cała biblioteka napisana, mini biblioteka na temat własności intelektualnej. Ostatnio strasznie ważny temat, miliony twitterów prawdopodobnie były na ten temat wysłane, nigdy ich nie przeczytam, bo ich jest za dużo, żebym je zasymilował.

Tutaj nie rzeczy stanowią przedmiot konfliktu, to nie jest problem wyrywania sobie z rąk, tylko wszystko właściwie materialne bądź niematerialne, rzeczowe bądź duchowe, co da się spieniężyć.

Połowę życia przeżyłem w sytuacji, w której wody się nie kupowało. Wodę się brało ze studni albo z kranu, prawda?

Nikomu nie wpadło na myśl, że można zrobić majątek na tym, po prostu przez to, że się tę samą wodę wleje w butelki, a butelki się wystawi i przekona się ludzi, że nie tylko na Saharę trzeba nosić ze sobą bukłaki z wodą, ale także jak się przechodzi z Ursynowa do Centrum powiedzmy czy na Sadybę, to też na wszelki wypadek trzeba nieść butelkę ze sobą.

Wchodzi się na lotnisko, butelkę się wyrzuca, przechodzi się przez kontrolę, butelkę się kupuje.

To jest taki przykład, jak zagospodarowuje się ziemie niczyje, tak?

Kto ją zawłaszczy, kto ją będzie eksploatował? Kto będzie miał prawo decydować co tam zasiać i kto będzie właścicielem zbiorów?

I przychodzi taki Mark Zuckerberg i dokonuje wielkiego odkrycia: Oto wspaniała ziemia niczyja, niezagospodarowana! Nasz ci Facebook, możesz mieć w ciągu jednego dnia 500 przyjaciół, prawda?

Oczywiście to jest oszustwo, ja powtarzam z uporem maniaka, mam 87 lat, ale sobie 500 przyjaciół nie sprawiłem. Więc jeżeli można w ciągu jednego dnia sprawić ich sobie, to są prawdopodobnie inni przyjaciele.

Tak czy owak, łgał Mark Zuckerberg czy mówił prawdę, podsuwał fałszywy towar czy też podsuwał towar rzetelny, ale zarobił na tym kilkaset miliardów dolarów.

Na tym polega problem w gruncie rzeczy, tak? Tych prawdziwych ziem dziewiczych, które można było podbijać, postawiać tam garnizony wojskowe wraz z administracją zabrakło już.

Planeta jest pełna, dzisiaj rozwój społeczeństwa, konsumentów polega na tym, że się wytwarza nowe, sztuczne ziemie niczyje i je sobie przywłaszcza.

Więzi dają panu prezent w postaci bezpieczeństwa, poczucia bezpieczeństwa. Jak coś się stanie... Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. Otóż przyjaciele z Facebooka, jak pan doświadczy biedy nie przyjdą z pomocą, po prostu skreślą pana ze swojej sieci, przestaną odpowiadać na SMSy i wszystko się skończy.

Nawet nie muszą sobie wymyślać rozmaitych wymówek dlaczego to zrobili. Czynność mechaniczna, naciśnięcie załatwia.

Miał on poczucie posiadania własnej sieci przyjaciół jednomyślnych walczących o tę samą sprawę, jeżeli o nie walczą, bądź broniących tej samej sprawy, jeżeli bronią. Natomiast nigdy ich nie wystawia na próbę.

To nie są ci przyjaciele, którzy kiedyś mieścili się we wspólnocie. Bo wspólnota z jednej strony daje to bezpieczeństwo, a z drugiej strony ogranicza wolność, to są zobowiązania długofalowe, niełatwo się z nich wykaraskać.

Natomiast w sieci można łatwo podłączyć się i bardzo łatwo odłączyć się, to jest taka luksusowa odmiana przyjaźni, która kiedy wszystko idzie dobrze, póki wszystko jest okej jest całkiem przyjemna do praktykowania, ale jak dojdzie do ciężkiej próby, to może się okazać, że wszystko było złudzeniem.

Jeżeli ja kupuję coś, nawet jak jeszcze kupowałem płytę, tak? Mogłem ją wyrzucić na śmietnik, mogłem ją zapisać w spadku, mogłem ją sprzedać, kiedy mi się znudziła. Państwo nie mogą tego zrobić ze zdownloadowanymi rzeczami.

To tylko na was, właściwie ograniczono wasze, spożywców prawo własności, a nie prawo własności firmy, która sprzedała. I to jest to wielkie kłamstwo, które za tym się kryje.

To jest walka na obie strony. Nie tylko własność intelektualisty produkującego pomysł jest pod obstrzałem w tej walce, to te pozory, które są stwarzane przez te wielkie firmy jak Google, jak Amazon, jak EMI, ci wielcy producenci muzyki itd.

To jest taka mgła, którą się otacza ten problem, żeby przesłonić to, o co naprawdę idzie. Bo idzie naprawdę o wywłaszczenie nabywcy, nie o wywłaszczenie sprzedawcy. O wywłaszczenie nabywcy.

Jeżeli pan kupuje legalnie od tej potężnej internetowej firmy, która panu sprzedaje... Pozwala panu... Jak to się po polsku mówi? Zdownloadzić?

- Ściągnąć!

Tak, ściągnąć jakąś melodię za pieniądze, pan zapłacił, ale nie może pan tego przekazać w spadku swoim córkom, nie może pan zostawić testamentu, że połowa mojej płytoteki będzie własnością jednej, a druga połowa własnością drugiej, pan jest tylko użytkownikiem, natomiast pojęcie własności moi drodzy państwo od czasów starorzymskich znaczyło utere et abutere, pełnia władzy nad przedmiotem.

Przede wszystkim musiał być przedmiot, nie było przedmiotu materialnego, to nie można było używać bądź nadużywać.

Nie można używać lub nadużywać melodii, to jest jakiś pomysł zupełnie fantastyczny, którego by nasi przodkowie w ogóle nie zrozumieli, o co im chodzi!?
Zygmunt
Bauman
zobacz wywiad
pobierz wideo

Więcej wywiadów (o czym?)