Ściągnij filmy     O co chodzi?     Wystartowaliśmy
Mamadou Diouf

Tematy

Zamknij
X
Skoro my praktycznie nie robimy niczego z myślą tylko o sobie, no to jesteśmy przygotowani albo powinniśmy być otwarci na to, żeby inni konsumowali to, co my tworzymy.

Pojęcie w ogóle legalne/nielegalne jest zawsze podejrzane, od tego trzeba zacząć, bo bardzo dużo rzeczy jest takich, o których trudno mówić, co jest standardem w czymś takim.

Jeżeli mrówka uważa, że to co robi jest kulturą, to słoń nie ma prawa powiedzieć tej mrówce, że "Słuchaj, jesteś mały, jestem silniejszy, mogę Cię zadeptać, to co robisz robisz jest niewarte".

Skoro my uznajemy, że są kultury, że na różnych zakątkach świata żyją różni ludzie, skoro mamy taką sytuację, myślę, że pojęcia standard i formatowanie kultury czyli ta kultura, która jest zerowa, według której inne mają być ocenione?

To w ogóle jest jakieś nieporozumienie.

Natomiast ja rozumiem, że ty mówisz o tej kulturze, powiedzmy, ogólnej, która funkcjonuje w wielu krajach, czyli popularna kultura jeżeli chodzi o muzykę.

Muzyka tzw. popularna, której słucha jednak spora część tego naszego globu. Też tutaj dla mnie pojęcie kultura legalna, nielegalna to bezsens. Nawet jeżeli w obrębie jednego kraju.

Już nie będziemy patrzeć na świat, bo to zbyt szerokie wody. Zostańmy w Polsce. No to kultura undergroundu, z kulturą klubową.

Kultura, która jest miejska, wiejska, wielkomiejska, to tutaj przecież każdy uznaje, że żyje w takim środowisku, bo przecież los tak zdecydował, bo zdecydowałem, że będę mieszkał na wsi, a nie w mieście.

No i oczywiście uznaję, bo żyję w konkretnym fragmencie, tak? Mówię, że to jest moje.

Ale to nie jest powód, żeby negować to, co sąsiad wymyślił. Albo w czym żyje.

Stąd myślę, że są kultury, kultura legalna, nielegalna to naprawdę... Myślę, że śmiechem można na te terminy, na ten pomysł... Tylko śmiechem można odpowiedzieć.

Uważam, że nie ma czegoś takiego. Są kultury i tyle.

Jestem twórcą, więc mam swoje utwory, które są chronione. Natomiast moim zdaniem... No prawa są, prawa twórców. Jeżeli ktoś tworzy coś, to ma do tego prawa.

Kłopot polega na tym, jaki jest stosunek tego twórcy do tych, którzy konsumują. Ja nie wierzę w to, że są osoby, które tworzą dla siebie. Nie wierzę w to.

To znaczy piszę poezję, robię muzykę, żeby zostawić w szufladzie albo słuchać u siebie. Więc jeżeli tworzymy, to jest to dla innych. Od tego trzeba po prostu zacząć. Dla siebie i dla innych.

Teraz po drodze pytanie jest takie kto na tym zarabia. Tak naprawdę o to chodzi. Przecież jeżeli weźmiemy muzykę pod uwagę, to korporacje, które - tzw. majros - ci, którzy finansują. Bo tak naprawdę oni tylko finansują, a potem promują, ale nie tworzą, tak?

Czyli to jest taki pośrednik, który się pojawia, mówi: "Ten gość, ta pani, ten pan, kiedy twórca jest uznany albo my po prostu mamy nadzieję, że jemu/jej się uda, więc inwestujemy, inwestujmy i produkujmy jego płytę."

I potem te płyty trafiają do ludzi.

I teraz tak, dlaczego np. podczas koncertów, tam gdzie jest bezpośredni kontakt między twórcą, a publicznością nie ma tego pośrednika? Bo jest niepotrzebny. Bo tam wszystko się dzieje na żywo i ludzie to odbierają bezpośrednio.

Oczywiście płacą za bilety za wejście. Natomiast kiedy wchodzimy do twórczości studyjnej, bo myślę, że tutaj to jest przede wszystkim ten moment, ja myślę, że jeżeli ktoś nie robi pieniędzy z mojej twórczości, to ta osoba, jakby oczywiście mam świadomość, że to moja twórczość, ale myślę, że nikt nie powinien przeszkadzać, żeby ta osoba mogła cieszyć się tym, co ja tworzę.

I sądzę, że pod tym względem to, że ludzie ściągają z internetu muzykę ja uważam, że to nie jest aż... To nie wymaga paragrafu, kodeksu karnego.

Oczywiście, są artyści, którzy o to walczą, żeby ludzie nie ściągali. Ale podejrzewam, że większość artystów chce, żeby ich twórczość dotarła do ludzi.

I teraz nie jest powiedziane, że wszyscy słuchają radia, czy oglądają telewizję. Więc myślę, że takim ludziom można, trzeba, wypadałoby nawet im pozwolić na to, żeby się cieszyli tym.

To tak, jakby malarz czy rzeźbiarz organizował wystawę, ale zamykał potem to miejsce. "Tam są moje dzieła, ale nie możecie wejść."

No bo właściwie to są dwa rodzaje sztuki, ale mamy twórcę i mamy publiczność, która ma się cieszyć dziełem. Natomiast ci, którzy są pośrodku, im najbardziej zależy na tym, żeby te prawa były przestrzegane, żeby pieniądze płynęły do nich.

Bo przecież jeżeli artysta ma swój wytwór, to oczywiście można powiedzieć, że ochrona na przykład w Polsce, ZAiKS trafia do niego, te pieniądze, które trafiają do ZAiKS trafiają do niego, ale też te płyty sprzedane trafiają do niego.

Ale większość przykładów to nie jest tak wcale. Artysta oczywiście nagrywa płytę i za sprzedaż to może jakiś procent, ale przede wszystkim za sprzedane czy kupione płyty no to pieniądze raczej idą do wydawcy. No i tutaj jest ten konflikt.

Produkt, który produkuję, jeżeli nie trafia do ludzi, to jakby... mija się to z celem, bo moim celem jest to, żeby moja poezja, moja muzyka, moja rzeźba i moje obrazy były oglądane i żeby ludzie się... W tym, to nikt nie powinien moim zdaniem przeszkadzać.

Tutaj jest cała ta filozofia, że ten, który jest między artystą, a publicznością chce może za dużo zarabiać. No przecież są artyści, którzy specjalnie udostępniają swoje utwory licząc na to, że ktoś, kto trzeciej płyty słucha to może poszuka pierwszej, może znajdzie drugą albo oczekuje, kiedy w końcu nagra czwartą płytę.

W tej relacji twórcy i publiczności czy odbiorcy sądzę, że tam wszystko się dzieje naturalnie. Ja nie mówię oczywiście o tych, którzy ściągają muzykę, a następnie ją sprzedają. Jesteśmy w zupełnie innym rejestrze.

Jeżeli ktoś ściąga muzykę, żeby słuchać w domu, to szczerze mówiąc ja nie wiem, gdzie tutaj jest problem.
Mamadou
Diouf
zobacz wywiad
pobierz wideo

Więcej wywiadów (o czym?)