Ściągnij filmy     O co chodzi?     Wystartowaliśmy
Marika

Tematy

Zamknij
X
Ktoś, kto obcuje z moimi tekstami zna mnie teoretycznie na wskroś. Wie kim jestem, bo te teksty są ze mnie, więc w pewien sposób jest między nami komitywa.

Jesteśmy zaprzyjaźnieni. Jak ten ktoś może mi to robić, że mi to zabiera i nie ceni mojej pracy, mojego wysiłku?

Mogę siedzieć i trafia mnie ten szlag w domu i mogę popłakiwac po kątach, ale myślę sobie, że no... takie czasy. Usuwanie tych torrentów trochę mija się z celem, a jest to dla mnie sygnał, że ludzie tego jednak potrzebują.

Czyli to nie jest problem, że płyty się nie sprzedają, bo ludzie ich nie chcą. Jeśli są te torrenty, że ludzie ich chcą, tylko sposób dystrybuowania jest wadliwy. Jest nieprzystający do dzisiejszych czasów, trzeba go zmienić.

Ja też ściągam muzykę i byłabym hipokrytką, gdybym mówiła, że ludzie, którzy to robią to złodzieje i powinno się ich jakoś napiętnować, bo te same działania też ja wykonuję.

Pracuję w radio, mam audycję i czuję obowiązek moralny, żeby wyszukiwać nowe rzeczy i je prezentować. Bardzo często są to rzeczy niedostępne w Polsce albo też przemiał jest taki, że ja bym musiała kupować kilkanaście płyt tygodniowo, co przy pensji radiowej i w ogóle realiach finansowych w jakich funkcjonuję jest kompletnie odrealnionym pomysłem.

A ja nadal chcę, żeby moja audycja była wartościowa i żeby te nowe rzeczy, gdzieś tam na nie uwrażliwić ludzi i je mieć.

Jest mi niezręcznie i przykro, że muszę to robić, wolałabym oczywiście robić to inaczej, ale możemy zadać sobie pytanie czy w takim razie być 100% etycznym, niczego nie pobierać i mielić w kółko to samo.

Nawet nie chodzi o moją sytuację i tę audycję radiową, bardziej chodzi o to, że wielu artystom do rozwoju, do pchnięcia jakiejkolwiek idei potrzebne są narzędzia, na które ich nie stać.

I jeśli by chcieć być etycznym, to faktycznie musieliby zrezygnować z pewnych artystycznych czynów tylko po to, żeby zachować status "niezłodzieja", który nie ściąga, nie pobiera rzeczy, na które go nie stać z internetu. Jest to patowa sytuacja, wszystkiemu winni są Fenicjanie.

Wydaje mi się, że takie biadolenie artystów muzyków, że płyty się nie sprzedają, że ludzie ściągają wszystko z internetu jest właśnie biadoleniem i nie można obwiniać docelowego odbiorcy za tego rodzaju zachowania.

Przynajmniej nie jest to takie proste, że można go obwinić i założyć ręce i stwierdzić, że ludzie są jacy są i obrażamy się, tylko trochę się dopasować do czasów.

Mamy XXI wiek, muzyka powinna być dystrybuowana inaczej, skoro stary system zawodzi, skoro ludzie go obchodzą, skoro mają możliwość, szczególnie ludzie w Polsce, którzy mają taką mentalność, że przecież nie będę płacił za coś, za co sąsiad nie płaci. Nie będę frajerem, nie?

Albo też że dam sobie radę, nawet taki hakerski zmysł w tym sensie, że będę miał to, czego inni nie potrafią zdobyć. Jakby zew poszukiwacza i myśliwego.

Artyści nagrywają płytę, której nagranie kosztuje jakieś realne pieniądze. Zazwyczaj jest to od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Polskich, nowych. Samo nagranie, powiedzmy, że można się spiąć i ograniczyć, jeśli się chce nagrywać żywe instrumenty, w jakichś 20 tysiącach.

Są to duże pieniądze, przynajmniej dla bardzo dużej części społeczeństwa są to duże pieniądze, nawet dla mnie są to duże pieniądze. To były moje oszczędności, które włożyłam.

No i taki artysta też wchodzi w komitywę z jakimś wydawcą, który wykłada kolejne kilkadziesiąt tysięcy na promocję, na tłoczenie.

Są to pieniądze włożone, które gdzieś tam powinny się teoretycznie, jeśli podchodzimy do tego do biznesu, a nie jak do formy sztuki, którą się robi dla sztuki gdzieś tam powinny wrócić. Jeśli płyty się nie sprzedają, a nie sprzedają się.

Ja to widzę, ja w tej chwili jestem świeżo po nagraniu trzeciego albumu i sprzedaż każdego albumu jest mniejsza. I nie dlatego, że muzyka spada na pysk i ja nagrywam coraz gorzej, tylko po prostu wśród bardzo popularnych artystów ta tendencja jest odczuwalna.

I są takie metody, że właśnie zespół udostępnia za darmo całą płytę, a więc teoretycznie strzał w kolano.

Ale udostępnia ją we współpracy z jakimiś tam reklamodawcami, którym przedstawia liczby - mną interesuje się taka, a taka publiczność, być może jest to target, który was interesuje. Brzmi to okropnie, ale tak jest.

Więc stwórzmy razem jakąś stronę czy dajcie reklamy na moją stronę, z której ludzie będą mogli bezkarnie z poczuciem etyczności pobierać moje dzieła. Przy okazji rzucać okiem na wasze produkty, firmy czy cokolwiek.

I w ten sposób pieniądze wracają, ale są to pieniądze od publiczności która obcuje z dziełem, ale tylko pośrednio.

Bo są to... Jest to zysk spodziewany reklamodawcy. Pytanie czy nas to nie męczy jako publiczności, że właśnie włazimy gdzieś, bombarduje się nas wyskakującymi oknami, wciska nam się jakieś towary, a my tylko chcemy posłuchać muzyki.

Ale z drugiej strony, no nie ma róży bez kolców. Gdzieś tam ktoś na pewnym etapie musi zapłacić, bo tych rzeczy nie robi się za darmo.

Mówiąc łopatologicznie, że bierzemy jakąś tam muzykę i ta, jako reprezentująca wyższe wartości artystyczne, ale mniejsze komercyjne ma mniejszą szansę na przetrwanie, przebicie się i że się wybroni finansowo i przetrwa.

Więc państwo opiekuńcze bierze się teraz za tego artystę i wprowadza formę mecenatu po to, żeby zachować mu życie, żeby on mógł tworzyć. To bardzo jest ładne i ja bardzo tęsknię za mecenatem, ale ja nie wiem czy to jest możliwe w dzisiejszych czasach.

Niestety, jednak showbusiness jest biznesem.

I może jeśli chodzi o sztukę przez SZ albo S, to rzeczywiście to mogłoby zdać egzamin i pewnie w pewnym sensie to działa tak.

Ale jeśli chodzi o muzykę rozrywkową, którą ja uprawiam to wątpię, że mi ministerstwo które się boryka z problemem niedofinansowanej edukacji albo służby zdrowia, że da mi cokolwiek.

Szczerze mówiąc nie liczę na to, myślę, że to jest bardzo ładny obraz, ale jeśli mówicie o sztuce, to może tak. Ja wydaje mi się, że się nie załapię na taką pomoc.
Marika
zobacz wywiad
pobierz wideo

Więcej wywiadów (o czym?)