Ściągnij filmy     O co chodzi?     Wystartowaliśmy
Rafał Górecki

Tematy

Zamknij
X
Człowiek czuje, kiedy popełnia jakąś niegodziwość. Ja bym przeniósł to w sferę moralną bardziej niż w sferę tych autorskich praw majątkowych.

Ja myślę, że ta kultura nigdy nie powinna ubezwłasnowolniać twórcy, to znaczy, po prostu twórca musi mieć jakby swobodę wypowiedzi to jest podstawa, swobodę interpretacji, szukania nowych przestrzeni wypowiedzi, bo w ogóle na tym zasadza się twórczość w ogóle, tworzenie.

Ta kwestia czy przekraczam pewne granice, czy nie przekraczam, to rzeczywiście powinna być kwestia sumienia artysty.

Czy rzeczywiście Sasnal opowiadając o tej prowincji tak jak ją widzi czyli tej prowincji, która piękna jest tylko na pocztówkach, czy w jakichś tam reklamach, a ten obraz prowincji nie jest taki piękny. Czy on miał prawo do takiej swojej wypowiedzi? Miał prawo, miał prawo.

Pomimo, że mnie ten obraz prowincji się strasznie nie podobał. Ja już go widziałem w filmie Krakogiannisa "Greku Zorbie" na przykład, kiedy główna bohaterka właściwie jeszcze nie umiera, a już są sępy, które wynoszą z jej domu.

Podobnie w filmie Sasnala, kiedy właściwie ten bohater opuszcza dom, nie umiera wystarczy, że opuszcza. I już pojawiają się tacy, którzy już tam jakby zabierają różne przedmioty i uznają, że im wolno. Że im można, bo nie ma nikogo, nie ma pana.

Ten obraz prowincji mi się w filmie Sasnala nie podoba, ale ja go rozumiem, to jest jego prawo, jego spojrzenie, jego widzenie.

Ja miałem kilka propozycji, np. objecie patronatu przez jednego z premierów, jednego z ministrów, posłów nawet. Nigdy nie odpowiadałem na takie propozycje, ponieważ Radziejów, z założenia było to, że będzie to impreza, która totalnie będzie niezależna od układów politycznych czy jakichś środowiskowych nawet.

I dlatego też może bohater baśniowy, bohater filmowy Jancio Wodnik, który jest filozofem, wiejskim filozofem, wrażliwym chłopem obserwującym świat wokół siebie. Też oczywiście grzesznym, też popełniającym błędy, ale jednak który potrafi odpokutować za swoje grzechy, za swoje błędy. I jest w tym szczery i jest w tym prawdziwy.

Od samego początku była sprawa jasna. Ja zadzwoniłem do Janka Kolskiego i zapytałem czy... bo bohater filmu bardzo mi pasował na tego patrona festiwalu. I zapytałem czy zgodziłby się, czy zgodziłby się, aby Jancio Wodnik został patronem takiego skromnego festiwalu, właśnie o tej tematyce, nazwijmy, prowincjonalnej.

Czyli bardziej filmów, które dzieją się na prowincji niż są prowincjonalne w tym takim stereotypowym znaczeniu. I on się bardzo ucieszył.

On jest protoplastą Jancia, on jest autorem, od niego się wszystko zaczęło. Ale to mnie przyszedł też pomysł zrobienia... Jakby nobilitowania tego rodzaju kina. I teraz pytanie, czy jestem w porządku? Jestem w porządku, bo go poprosiłem o zgodę. I to, ta zgoda została udzielona. To jest okej.

Natomiast potem już festiwal zaczął żyć swoim życiem i jakby spełniać tę jeszcze bardziej pozytywną funkcję, nazwijmy to społeczną, ale społeczno-kulturową, prawda? Edukacyjną. I to się nam ładnie, tak po prostu, rozwijało.

Ale tutaj, to właśnie jest to, jak dwóch ludzi wrażliwych spotka się ze sobą i szczerze rozmawia. Tutaj nie ma problemów własnościowych, kto co wymyślił. To jest wszystko jasne.

Natomiast jeżeli się spotka artysta z urzędnikiem, czy z kimś, kto, dla kogo pewne zasady etyczne, moralne, sumienie jakby ma dużo mniejsze znaczenie, to wtedy dochodzi do jakichś takich napięć.

"Kto jest autorem danego dzieła czy przedsięwzięcia?" Wśród artystów nie powinno być czegoś takiego.

Absolutnie nie wyobrażam sobie przywłaszczenia dzieła sztuki, dzieła jakiegokolwiek bez zgody. Takie prozaiczne sprawy przy festiwalu, przy redagowaniu na przykład katalogu festiwalu. Wykorzystywanie zdjęć, które są w internecie, prawda?

No jest duży problem, bo czasami pozyskanie takiego zdjęcia legalne pozyskanie takiego zdjęcia jest potwornie trudne.

Chociażby z dotarciem do autorów, do właścicieli praw. I nie ukrywam, że czasami robi się to po prostu ściągając z internetu. Ja bym to oddzielił, bo to jest działanie w dobrej wierze.

Wszystko, z czym mamy do czynienia jakoś zostaje zaakceptowane przez ludzi najczęściej podobnie myślących, podobnie wrażliwych na dane zjawisko czy na daną sztukę. No, staje się obiektem manipulacji.

Jedni chcą zrobić sobie jakiś dobry PR, innym zależy na jakichś środkach finansowych, na splendorach, na różnych historiach.

Ale podkreślam, to nie są ludzie o wrażliwości artystycznej. I do nich my, ludzie sztuki, ludzie kultury powinniśmy podchodzić z dużym dystansem.

Czy ściąganie muzyki do swoich potrzeb jest moralne uzasadnione? Ja nie ściągam, ale uważam, że dlaczego nie? Jeżeli ktoś zamieszcza w necie, to znaczy o to, że chodzi o to, żeby ktoś to też odsłuchał. Ktoś, nie wiem, zrecenzował, wydał jakąś opinię, prawda?

I tutaj też twórca czy producent powinien zdawać sobie z tego sprawę. I ja myślę, że sobie zdaje sprawę, prawda? Że ludzie wchodzą, ściągają, odsłuchują.

I powiem szczerze, że ja tego szumu wokół ACTA, to tak naprawdę nie rozumiem do końca. Nie wiem tak... o co tu z tym wszystkim chodzi.

I jeżeli ktoś by rzeczywiście czynił z tego narzędzie zarabiania pieniędzy, to rzeczywiście byłoby to działaniem no... nie w porządku wobec twórcy, wobec wydawcy płyty, kasety, czegokolwiek.

Natomiast jeżeli nie czyni z tego jakiegoś źródła zarabiania pieniędzy, a jest to na potrzeby własne, na potrzeby, nie wiem, jakiejś formy edukacji, przekazywania studentom, w ramach warsztatów jakichkolwiek... Uważam, że to też nie jest przestępstwo.

Choć mówię, ja nie do końca czuję co to jest, na czym rzeczywiście polega ten problem z ACTA, z tymi prawami. To jest mój sposób taki, bardzo subiektywny, postrzegania tego, co się dzieje w necie.
Rafał
Górecki
zobacz wywiad

Więcej wywiadów (o czym?)