Ściągnij filmy     O co chodzi?     Wystartowaliśmy
Robert Brylewski

Tematy

Zamknij
X
To jakiś jest... Żyjemy w jakimś cholernie rozkapryszonym społeczeństwie, które koniecznie chce mieć prawo do autorstwa, chcemy zagarnąć już działki na księżycu, wylicytować, czy na marsie, i policzyć.

To jest chore, to jest świat, który powinien odejść i on odejdzie prędzej czy później.

Szczerze powiedziawszy ja nie widzę wyjścia z tej sytuacji, bardziej trzeba się zająć wychowaniem i świadomością, że... Nie wiem, w ogóle bezbronny się czuję.

Z jednej strony jest jak jest, że sś jakieś koszmarne instytucje, majorsi, jacyś ludzie, którzy każą coś konkretnie w radio grać.

Cały ten świat jest właściwie, przypuszczam, że świat szołbiznesu jest bardziej skorumpowany niż świat handlu bronią czy narkotykami.

Tutaj właściwie nie tylko samowolka, ale też przejawy skrajnej nieodpowiedzialności, a nawet debilizmu można spotkać bardzo blisko. Wszystko zostało już sprzedane właściwie bardzo dawno temu, nie?

Właściwie to są jakieś żałosne próby utworzenia postaci medialnej z jakiegoś naboru typu konkurs gwiazd na lodzie tańczących tam coś czy śpiewających idoli.

Oczywiście, czasami się uda jakiegoś fajnego, fajny talent wyłowić, ale to jest w ogóle dziwny sposób rodzenia.

Nie ma już, straciliśmy coś takiego, co się nazywa popularnie - kiedyś się nazywało - rock'n'roll hero. Nie mamy bohatera, który stoi, czy grupy bohaterów, którzy śpiewają do nas o sprawach, które są naprawdę dla nas ważne, że jesteśmy w stanie, że nas to w ogóle rusza.

Mamy zazwyczaj do czynienia z bardzo mdłym przekazem werbalnym, że tak powiem. Mimo, że są w to zaangażowane jakieś środki typu nagranie oraz teledyski za setki tysięcy złotych.

Niech ktoś mi pokaże takich bohaterów jak chociażby Bufet z Wańki-Wstańki kiedyś, czy też Maciek Maleńczuk, który do niedawna był takim bohaterem, ale nagle gdzieś po prostu zniknął w plazmie czy w portfelu, czy gdzieś tam po drodze. Jakieś kokodżambo ze sceny śpiewa. Nie jestem w stanie nawet jako dowcip tego potraktować.

To jest jakby dalszy ciąg tego scena właściwie też niezależna, czy też jakaś inicjatywa ze strony muzyków, czyli samych zainteresowanych tymi prawami autorskimi... Też brakuje nam takiego bohatera.

Jak to u nas w kraju, każdy musi mieć swoje zdanie i przy nim się trzymać i wygłaszać swoje prawdy i weto, weto.

Nie widzę jakichkolwiek przejawów wspólnego frontu działania, jakichś kompromisów. No nie, tutaj ogromne rozczarowanie.

Dlatego zacząłem od tego, że to jest piekielnie trudna sytuacja z tymi prawami autorskimi. Moje kompetencje też się tutaj kończą, bo ja nie widzę w sobie takich zdolności, nie? Do zainicjowania grupy jakiejś, która potrafiłaby się z tym problemem zmierzyć, nie?

Wyobraźmy sobie, że jak do kompromisu dochodzi wiesz, Zbyszek Hołdys, który ma swój pogląd, tam jeszcze paru innych. To jest niemożliwe. Nie wiem co należy zrobić.

Zbieramy żniwo tego, że kultura jest dla nas tylko takim plastrem na dupie na odciski tego narodu. Z tego, co słyszałem to wszystkie dotacje są coraz mniejsze. Kultury właściwie już nie ma w codziennych pismach zajmuje jakieś tam miejsce przy nekrologach gdzieś pod koniec. Potem jest ogromna książka w gazecie o sporcie i o gospodarce i ekonomii. No i zbieramy żniwo tego.

A każde działanie, czy to jest najprostsze fizjologiczne typu wypróżnianie, czy też wielka miłość bez kultury będzie porażką. Tak uczy nas cała historia ludzkości.

Tyłek się dziecku bez kultury odparzy, bo pielucha to też kultura.

Ludzie staną się po prostu mechanizmami niedługo, jeśli mentalnie jeśli będziemy tak rozumować i będziemy sobie sprawiali przyjemności, które nam szkodzą. Bez kultury tak to już jest.

Na szczęście też istnieje coś takiego jak ta potworna siła biologiczna, siła przetrwania i mam nadzieję, że kolejne generacje wraz z tym układem słonecznym jakoś w kooperacji tę wiedzę nabędą, że kultura jest niezbędna do przetrwania. I może nie widać tego od razu, ale po parunastu latach czasami efekty takiego zainwestowania w kulturę...

Nie ma tak pyk od razu, muszą urosnąć dzieci, jedna czy dwie generacje.

Przepraszam cię. Panowie macie może ogień? Przepraszam.

No smoking.

Alright.

Nic nie jest moje na tym świecie, bo wszystko było czymś inspirowane. Ja nie jestem w stanie powiedzieć ile inspiracji jest w piosenkach, które sam napisałem jak gdyby ze świata zewnętrznego.

Bo mogę nawet nie pamiętać, że mając np. lat osiem słuchałem George'a Harrisona i zapisywałem fonetycznie po angielsku słowa w zeszyciku i gdzieś tam to może być ukryte.

Też nie będę smarował, że jesteśmy jakimiś przekaźnikami energii kosmicznej, no po prostu jesteśmy dziećmi swoich ojców i matek, jesteśmy pokoleniem, mamy przodków.

Musi nastać era wiedzy informatycznej, z której się po prostu nie da nie skorzystać, jeżeli ona już będzie. To się musi skończyć - takie konkurowanie ze sobą, niezdrowe oczywiście. Bo zdrowa konkurencja proszę bardzo, ale taka która prowadzi już do zazdrości i nienawiści w konsekwencji to jest już chora konkurencja.

I to na każdej płaszczyźnie, czy na płaszczyźnie typu konsorcjum wobec konsorcjum, fabryka wobec fabryki czy też na płaszczyźnie tak jak tu siedzimy, kolega kontra kolega.

Dopóki nasza rywalizacja będzie nas napędzać i wszyscy będą mieli z tego korzyść to będzie wspaniale, ale jak tylko zaczniemy się niszczyć nawzajem tą rywalizacją i swoich najbliższych, to będziemy nieświadomymi po prostu złośliwcami, nie?

Takimi rozwydrzonymi.
Robert
Brylewski
zobacz wywiad
pobierz wideo

Więcej wywiadów (o czym?)