Ściągnij filmy     O co chodzi?     Wystartowaliśmy
Sylwia Chutnik

Tematy

Zamknij
X
Bo to jest tak, że pisarze lub pisarki kradną. I jak nie łażą z dyktafonem po bazarze i podsłuchują to kradną dykteryjki, albo nie daj Boże, przygody z życia znajomych.

Po pierwsze, między pisarzami jak się gada to nie można za dużo powiedzieć, bo ci zaraz ukradną twój pomysł i go szybciej zrealizują od ciebie. A po wtóre jak się siedzi z pisarzem, to trzeba bardzo uważać, bo się zaraz okaże, że twój traumatyczny rozwód to w ogóle na kartach książki się znajdzie.

I teraz co robić z cudzym życiem, które się ukradło? Ale na tym to polega. Pisarze nie są aż tak fascynujący w życiu prywatnym jak siedzą w kapciach przy laptopie i tam dziubią swoje powieści, żeby przeżyć jakieś super ekstra rzeczy, które potem opiszą.

No to czyja jest ta przygoda z życia?

Cały problem jest też w obrębie wartości i ideałów. Jeżeli wartością twórcy jest to, że daje z siebie jako intelektualista, daje, nie wiem, społeczeństwu, odbiorcom, już nie trzeba aż tak górnolotnie, to oczywiste jest to, że on inspirował się tysiącami rzeczy, przetworzył to, dodał coś od siebie i pyrgnął dalej.

Ktoś od niego weźmie, przeczyta 10 innych książek i stworzy może swoją własną. That's the way it is.

Taki okrąg kultury i w ogóle intelektu opiera się w dużej mierze na tym, co udało nam się wessać i co udało nam się mikserkiem przetworzyć w swojej głowie, sercu, nie wiem kto czym tam tworzy i wypływamy dalej. I to jest coś nowego z elementem naszym, ale to jest tak naprawdę pokłosie tego, co się nam wydarzyło, co żeśmy podsłuchali, co żeśmy przeczytali i co żeśmy wysłuchali, tak?

To jest zlepek tego plus my. I tak to idzie dalej, ktoś wykorzysta nas, ale też doda coś od siebie.

Miałam ostatnio taką sytuację, że chciałam opisać śmierć jednego znajomego, który był moim takim znajomym-kolegą, ale dobrym kolegą mojej koleżanki. A moja koleżanka kręci filmy i ona też się łasiła na tę historię.

Ja jej lojalnie powiedziałam: "Wiesz co, chciałabym wykorzystać ten wątek w mojej książce". A ona powiedziała: "O nie, to jest moje." Tak to działa.

Bardzo dużo mówi się o tym, że artyści i artystki nie zarabiają tyle, ile powinni, ponieważ zawody twórcze traktuje się jako misję. Ludziom wydaje się, że nie można zapłacić, ponieważ nikt nie będzie ci płacił, że się dobrze bawisz i jeszcze co? Masz mieć z tego hajs?

Rzeczywiście jest tak, szczególnie w zawodach freelancerskich typu literat, publicysta, że się trzeba nadziobać i wybłagać dwieście zeta, które przychodzi przez trzy miesiące, a w ogóle to jest bez umowy, a jeżeli już, to ze śmieciową.

Rozumiem gdzieś tę frustrację, bo kupa energii naszych bebechów wychodzi na twórczość, czy to będzie film czy literatura czy cokolwiek, a nic z tego nie masz i to oczywiste jest, że im jesteś starszy, starsza, rozmnażasz się, rozmnażasz kredyt we frankach, musisz mieć narzędzia, żeby jakoś przeżyć.

I wtedy pojawia się pytanie: "Ale jakżesz to, nie można kserować, trzeba kupować. Nie można ściągać, trzeba iść i zakupić." Tylko, że co? Twoją ideę, twoje pomysły, twoją kreatywność?

Na ile można brać pieniądze, a na ile wychodzić z takiego założenia, że bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Mam przyjemność, że się ekscytujecie tym samym co i ja i zależy wam na tym, żeby poznać moje bebechy. To fantastycznie. Dobrze, że jeszcze nie muszę dopłacać do tego ekshibicjonizmu.

Ja bardzo często uczestniczę w różnego rodzaju dyskusjach czy panelach i to jest moment, kiedy ja oczywiście nie piszę, to nie jest trwałe, to co ja tam mówię i jak wyrażam swoje zdanie. Oczywiście ktoś może tak jak wy teraz to nagrać albo, nie wiem, spisać szybko. Ale to są słowa, które lecą właściwie w nic.

Gdybyśmy nie rejestrowali ich i potem tego nie wykorzystywali to właściwie na godzinę czy półtorej ja bym była twórcą, który daje swój pomysł i swoje idee, jakąś też swoją twórczość, ale zupełnie w powietrze, po prostu.

Panele czy dyskusje mają też to do siebie, że ja bardzo szybko dostaję też coś od innych ludzi, na przykład jak są dyskusje.

Co zrobić z tą wartością intelektualną, która w burzy mózgów krąży ponad nami? Czy to też opodatkować? A może przed każdą dyskusją mieć taką formułkę: "Wszystko to co powiem jest tylko moją własnością." I z takim "R" tutaj siedzieś?

To są sytuacje, w których zupełnie nie ma praw autorskich a przecież to jest wartość intelektualna, którą ja dzielę się, bo przeczytałam dwieście książek.
I proszę uprzejmie, podzielę się swoją złotą myślą.

Trudno byłoby teraz debatować bez końca, czy to że ja piszę w taki sposób jest efektem tego, że w wieku 15 lat przeczytałam książkę Virginii Wolf. Czy mam teraz udać się do jej spadkobierców?

Zarabiamy totalnie mało, nie mamy poczucia takiej stabilizacji i bezpieczeństwa, bo jest teraz przewartościowanie mitycznej umowy o pracę, pełno rozmów, dyskusji na temat tzw. umów śmieciowych. Czy ZUS, czy nie i w ogóle co z tym ZUSem?

Ludzie tacy, którzy do tej emerytury się jeszcze nie zbliżają a chcieliby coś zrobić w życiu i też coś zjeść przy okazji mają kompletny rozdźwięk pomiędzy ideą i pędem do tworzenia, a tym, że jednak jest też pęd do jedzenia.

My sami nie wiemy do końca co byśmy chcieli, jeśli chodzi o prawa autorskie. Czy ja bym chciała, żeby wszystko było na Creative Commons, czy zaraz się okaże, że ktoś zrobi copy-paste i z mojej twórczości zrobi 5 swoich książek.

Czy ja mam mieć z tego pieniądze? A jeśli tak, to za co? Za sam pomysł? Za ten fragment, który został wykorzystany? Nie chciałabym teraz bawić się w ekspertkę od praw autorskich, bo ja sama nie wiem, ale wydaje mi się, że ta niepewność jest wynikiem też częściowo tych zmian zewnętrznych, a po drugie ja nie muszę wymyślać teraz nowego systemu.

To raczej chodzi o sytuację, w której rzeczywiście muszę, ale odnaleźć się w tym, co jest teraz, takiej rzeczywistości płynnej, w której dodatkowo dochodzą też nowe możliwości technologiczne, przede wszystkim internet i to, że on zupełnie nie nadąża za tym, co dzieje się w takich prawach autorskich z dziada pradziada, tu książka, a tu film.

Nie wystarczy wziąć udziału w dyskusji na temat abonamentu radiowego i robić pikietę pod "Dwójką", gdyż jest to kultura wysoka, bo teraz już nawet nie wiadomo co jest wysokie, a co niskie.

Ta redefinicja pozwala też różnego rodzaju cwaniakom na totalne żerowanie na artystach, którzy jak zwykle w takich sytuacjach są na samym końcu tego ogniwa.

Literat dostaje pieniądze jako ostatni, a w trakcie jeszcze wydawnictwo, dystrybucja, wielkie filie czy korporacje księgarskie. Właściwie skapuje tam nam jakiś taki procencina, który został wyżebrany 58 mailem do wydawnictwa.

To wszystko sprawia, ze już sam nie wiemy czy się zamknąć i błagać ludzi, żeby poszli kupić, czy zupełnie wyjść z tego systemu i stworzyć coś zupełnie innego. Swojego, własnego, co pozwoli nam z jednej strony na samorealizowanie właśnie w tej twórczości, jakiejkolwiek a z drugiej strony sprawi też, że będziemy traktowani poważnie, też jako te osoby, które zasługują na pieniądze.
Sylwia
Chutnik
zobacz wywiad
pobierz wideo

Więcej wywiadów (o czym?)